Truso z perspektywy kobiety: wikińskie żelazko

Tak naprawdę „żelazko” to złe słowo. Właściwszy byłby „gładzik”, nawet jeśli kojarzy mi się bardziej z prehistorycznymi narzędziami kamiennymi. Tym niemniej faktycznie: nie jest to przedmiot z żelaza ale służy do gładzenia. Gładzenia materiału.

Z jakiegoś powodu wśród osób nie mających bliskiej styczności z historią wikingowie mają opinię nieokrzesanych brudasów. Co z tego, że ich sztuka do tej pory zapiera dech w piersiach, a grzebienie kościane są znajdowane częściej niż bron.

 Danes mieli zwyczaj czesać się codziennie, kąpać w każdą sobotę i regularnie zmieniać ubrania. Dzięki czemu mogli nadwyrężyć cnotę mężatek, a nawet uwodzić córki szlachciców, żeby były ich kochankami.

/”Chronica Joannis Wallingford” via /

 

Þveginn ok mettr Mężczyzna powinien jechać na Thing
 ríði maðr þingi at umyty i najedzony
 þótt hann sét væddr til vel nawet jeśli nie ubrany zbyt dobrze
 skúa ok bróka niech się nie wstydzi
 skammisk engi maðr butów i spodni
 né hests in heldr ani swojego konia
 þótt hann hafit góðan nawet jeśli nie jest dobry

/Hávamál werset 61 /

 

Więcej o wikińskim podejściu do higieny możecie poczytać TU. Ale co ma do tego tytułowe żelazko?

Suknie plisowane

Współcześnie nie do pomyślenia jest, żeby osoba o konkretnej pozycji pokazywała się publicznie w pomiętym ubraniu. Tak samo było wcześniej. Kobieta, którą stać było na służbę i nie musiała sama pracować pokazywała to strojem. Zwróćcie uwagę na przedstawienia walkirii – na niektórych z nich spodnie warstwy stroju przedstawione są jako „pasiaste”.
Pendant, valkyriePendant, valkyrie Mount, valkyrie

(Ze zbiorów Historiska Museet)

Oczywiście niewykluczone, że takie materiały także były używane, ale o wiele bardziej przekonujące jest to, co mówią nam rzadkie znaleziska tekstyliów – one były po prostu plisowane. Co do samych plisowanych koszul odsyłam do świetnego tekstu Hilde Thunem. TU znajdziecie przykładową rekonstrukcję. I jeszcze tekst Trollkony o plisowanym – a jakże – fartuchu z Køstrup   – ja wracam do kwestii żela….gładzika.

Gładziki do tkanin

Jak wiec taki gładzik wygląda? Jest to bryłka szkła, najczęściej półokrągła, średnicy pozwalającej na swobodne objecie dłonią. Wygładzanie lub zaprasowywanie plis odbywało się przez zwykłe pocieranie szkłem o materiał. Mało prawdopodobne, ze był on w jakiś sposób podgrzewany.

Tak wygląda nasz lokalny skarb z Truso

Gładzik szklany z Truso. Zdjęcie z archiwów Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu za zgodą dr Marka Jagodzińskiego
Fragment gładzika szklanego z Truso.
Zdjęcie z archiwum Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu za zgodą dr Marka Jagodzińskiego

Większość gładzików wygląda niemal tak samo – niezależnie pochodzi ze Szkocji Norwegii, czy Szwecji. Jedynym chyba wyjątkiem jest łezkowaty gładzik z Birki.

Gładzik i „deska do prasowania” z Birki

Przyjrzyjcie się dokładnie na czym leży ten gładzik. Ta „deska” też jest szczególna

Deski do prasowania, czy jednak coś innego?

I znów zaczynam od nieścisłości. Jako, że gładzik nie był podgrzewany prasowanie mogło się odbywać na dowolnej gładkiej powierzchni, wiec prawdopodobnie także na desce, jednak Bogata Pani Domu mogła mieć na swoim wyposażeniu „deskę do prasowania” z kości walenia. Znaleziono tylko około 40 sztuk, w tym wiele w stanie szczątkowym, są one jednak zadziwiająco do siebie podobne.

Prostokątną płaszczyzną do „prasowania” najczęściej wieńczy ornament w kształcie zwróconych ku sobie głów bestii z wyciągniętymi językami. Ale jak widzicie na obrazku wyżej zdarzają się wyjątki.

Jest to jednak jedna z interpretacji znalezisk i jak możecie zobaczyć w komentarzach poniżej niekoniecznie prawidłowa.

A tu już „typowe” deski:

Deska z Norwegii – The Walters Art Museum
Deska z pochówku łodziowego. Scar, Szkocja.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec ciekawostka – gładzik jest jednym z kilku przedmiotów który od czasów wikingów przetrwał niezmieniony niemal do naszych czasów. Był on w użyciu w angielskich domach jeszcze na początku XVIII wieku.

 

Ktoś planuje plisowane giezło na najbliższy sezon?

Zobacz też...

14 komentarzy

  1. Kiedyś Jaro z Kruków sprzedał mi informację, wg. której te „deski do prasowania” wcale niekoniecznie były jakimkolwiek kompletem z gładzikami szklanymi – nawet te birkowe w pochówku nie leżały obok siebie (http://mis.historiska.se/mis/sok/kontext.asp?kid=1041&zone=1B co w sumie się zgadza). Argumentem było, że właśnie nie bardzo komplety oraz to, że deski z waleniowych kości tłuściłyby tkaninę bardzo długo po wykonaniu – no to drugie raczej ciężko będzie sprawdzić w naszych warunkach :D Później nie drążyłam już informacji, ani nie męczyłam Jara o artykuł, z którego wziął informację, ale może znów spróbuję, bo imho to bardzo ciekawa sprawa.

    1. Te deski faktycznie są zagadką, chociaż tego argumentu o tłuszczeniu wcześniej nie spotkałam. Może by się sprawdziło jako impregnat? ;) Bardzo chętnie doczytam, jeśli znajdziecie ten artykuł.

      1. Hm, jako impregnat na żagle i nieprzemakalne ciuchy może nawet :D Tylko ten zapach tranu :D

        Napisałam do niego o ten art, ale się póki co nie odezwał niestety. A szkoda, bo to jest bardzo ciekawe zagadnienie.

        A, a same deseczki miałyby służyć, wg. teorii, która tam też była, jako wypaśne akcesorium stołowo-biesiadne, np. do podania chleba ważnym gościom, czy ceremonialnego ich powitania.

  2. Fajny wpis :) Chciałabym przetestować kiedyś taki gładzik w działaniu – chociaż mam wątpliwości co do skuteczności, bo ja ze lnem czasem nie daję rady nawet gorącym żelazkiem :/ Internety (a konkretnie ten artykuł http://www.romanglassmakers.co.uk/pdffiles/linensmoothers.pdf) sugerują, że sprawę ułatwiało zwilżenie tkaniny.
    Znalazłam też informację, że gładziki tego typu służyły nie tyle do codziennego prasowania, co do końcowej obróbki tkaniny w celu m.in. nadania połysku (P. Baines, Flax and linen)

    1. Dzięki za komentarz :)
      Oj tak, na mokro prasować jest łatwiej – nawet z gorącym żelazkiem. Bardzo możliwe, że nadanie połysku było jednym z celów gładzenia, ale to trzeba przetestować biorąc poprawkę na to, że len średniowieczny lnom wiktoriańskim nierówny.

      Czy jest na sali szklarz?

      1. Też się spotkałam z teorią, że chodziło raczej o wygładzanie tkaniny jako zakończenie procesu produkcji niż o typowe „prasowanie”. Miałoby to w sumie sens.

        Nie mam co prawda gładzika takiego, ale mam stary kopalniany izolator szklany, dosyć podobna wielkość i kształt obłej części. Mam też na blacie kieckę z RT lnu, co prawda etno więc grubszy i zgrzebniejszy niż wypaśne skandynawskie, ale popróbuję zrobić izolatorem zapraski :D

          1. Nieszczególnie przekonuje mnie teoria tacy/deski do krojenia, ale cóż, nie jestem ekspertem ;)

            Fajnie by było znaleźć jakieś sugestie w sagach, ale nie wiem czy mam tyle samozaparcia, żeby je wszystkie czytać.

  3. To teraz trzeba tylko zdobyć różne próbki lnu i gładzik i eksperymentować :) Takie ustrojstwo na sprzedaż widziałam niestety tylko raz (w muzeum w Trelleborgu), ale może jakiś wytwórca paciorków dałby radę?

  4. Znalazłam pracę odnośnie desek, w której właśnie babeczka stawia teorię, że jednak nie do prasowania/gładzenia/plisowania one były.

    Póki co pobieżnie przejrzałam, bo jest po norwesku, więc z translatora korzystam, ale argumentuje to tak (to już z konkluzji): prawdopodobnie łączenie desek i gładzików wzięło się z książki „Norske Oldsager”, wydanej pod koniec XIX w, gdzie te dwa przedmioty zostały opisane na sąsiednich stronach, była tam także bodajże ilustracja, a potem to powielano (i często na zdjęciach w książkach są deseczka i gładzik np. znalezione na dwóch końcach Norwegii) – bo ze znalezisk nie bardzo to wynika, w tylko jednym przypadku jedno i drugie zostało znalezione w tym samym pochówku, i też nie obok siebie. Argumentuje także, że fiszbiny są po a) bardzo oleiste, po b) szorstkie, więc tkanina mogłaby raczej zmechacić się, zniszczyć i nasiąknąć tranem (a nie ma przesłanek, by zapach ryby uważano za najpiękniejszy i godny pięknych szat ;) ) niż zostać wygładzona.
    Jest też ciekawy rozdział o możliwej symbolice, ale jeszcze się nie przegryzłam :)

    1. A, no i tytuł – „Hvalbeinsplater fra yngre jernalder. En analyse av hvalbeinsplatenes kontekst og funksjon”, Eva Isaksen. Jest do ściągnięcia z netu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *