Szalona szwaczka sezon kolejny

No i zaczęło się…
Miałam co prawda pochwalić się zdjęciami ze spaceru fotograficznego, ale niestety przez bezmyślność zdjęć nie będzie. Nie, nie zapomniałam zdjąć dekielka z obiektywu. Czas mi goni z taką prędkością, że poniewczasie uświadomiłam sobie, „przecież niedawno” rozrabiany wywoływacz stoi tak od listopada. No i kliszę diabli wzięli. Może chociaż slajdy wyjdą, ale na te będę musiała jeszcze trochę poczekać.

A wracając do tematu, jak to miała w sygnaturce pewna EwKa „Ręczne szycie skraca życie”… ale zginę jako wredny ultras :P Właśnie (na ostatnią chwilę) kończę moje nowe ciuszki wikińskie, a potem tylko poprawki w ciuchach M. nowy komplet dla Carycy, bo z poprzedniego wyrosła już dwa razy, coś dla Pewnej Pani, a potem może coś dla Pana P… już czuję te dziury w placach. Na szczęście (!) po ostatnim treningu łuczniczym mam całą prawą rękę w plastrach, bo opuszki nie wytrzymały godzinnego strzelania – Ira się zemścił za nieużywanie – i mam plusy do odporności.
No cóż… igła w dłoń i ku chwale historii!

Ah… ciuszki będą w takiej kolorystyce :
mood

Zobacz też...

3 komentarze

  1. Kocham tą wełnę <3 (tylko troche słitaśności!). Nie mów że masz zamiar szyć wszystko tymi igłami co powyżej! Zazdroszczę samozaparcia, bo mój Szymon tak drze spodnie w kroku, że stwierdziłam – bez maszynówki się nie obejdzie. Cel spełniony, po próbie kucania spodnie żyją a moje nerwy nie zostały poszarpane!

    1. A w życiu! Te igły tylko dla klimatu :) Jak ci się wełenka podoba, to zostało mi jej jeszcze na jeden fartuch… albo tunikę jak na Twój rozmiar ;P

  2. Hmm bardziej myślałam o ścinkach na obszycia :-) z chęcią przygarnę bo mam pomysł jakby to wykorzystać do niecnych dekoracyjnych celów ^^!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *