Rezerwat. Szkic pierwszy.

Kiedy nagle ścieżka zaprowadziła ich na granicę drzew wędrowcy przystanęli. Młodszy patrzył nerwowo to na polanę, to na swojego przewodnika, który sięgnąłszy do sakwy po mapę, rozsiadł się wygodnie na miękkim mchu i pogrążył w kontemplacji.

On ponoć nigdy się nie gubił, a z tego, co mówił ta okolica była niezamieszkana. Skąd więc ta polana i dom, który wygląda jakby stał tu od początku świata? Z miejsca gdzie stał, młodszy z wędrowców widział wyraźne chatę poszarzałych od upływu czasu bali. Omszałą strzechę ocieniały stare lipy, między którymi, na rozpiętym sznurze powiewało suszące się pranie. Z wiatrem dochodził zapach ziół i świeżo upieczonej drożdżówki.

– No ślicznie. Patrz, Haru – mruknął przewodnik wyrywając młodego z rozmyślań. Nie było wiadomo, czy się cieszy czy smuci.

Przywołany pochylił się nad mapą. Medalion lokalizacyjny unosił się delikatnie nad miejscem opisanym na mapie jako nieprzebyta puszcza. Co więcej, święty symbol delikatnie pulsował zielonym światłem. Haru zerwał się oniemiały. Magia! Prawdziwa dzika magia. Stary inkwizytor podniósł się niespiesznie, schował mapę, szybko przejrzał zawartość sakwy, mruknął coś, co brzmiało jak modlitwa ochronna i wyszedł spośród drzew ciągnąc za ucho wciąż zszokowanego towarzysza.

– Pamiętaj, jesteśmy tylko wędrowcami. – uprzedził inkwizytor.

– Ale…

– Nie „ale”, tylko „tak, ojcze”. Nie interweniujemy jeśli nie będzie to konieczne.

– Ale… – bąknął niepewnie młodszy inkwizytor. Miał nadzieję, że w końcu będzie mógł zaliczyć swoją pierwszą interwencję, kto wie, może nawet jakieś egzorcyzmy…Spojrzał nadzieją na starszego towarzysza, ale to, co zobaczył w jego oczach kazało mu wybąkać posłuszna „tak ojcze”.

Im bliżej byli domu tym bardziej zdziwiony był Haru. Domy czarownic i czarowników znał z podręczników jako miejsca mroczne ponure i złe, gdzie stadami włóczą się czarne koty, a jęki potępionych ofiar i demonów służebnych nie dawały w nocy spać ludziom w promieniu kilometra, tymczasem właśnie przeszli solidnym, drewnianym pomostem nad strumykiem i wkroczyli na wysypaną jasnym piaskiem ścieżkę. Pod otwartymi na oścież oknami, w których powiewały szydełkowane firanki kwitły róże. Na płotku otaczającym wypielęgnowany ogródek z ziołami wietrzyła się pościel.

Podeszli do otwartych drzwi. Z wnętrza dobiegał melodyjny pomruk. Starszy inkwizytor grzecznie zapukał w futrynę, poczym usłyszawszy jęk bólu i wiązankę słów, po których Haru poczerwieniał z zażenowania wszedł do środka.

Gospodyni właśnie nerwowo przeszukiwała szuflady trzymając dłoń przy ustach. Kapiąca krew zostawiała karminowe wykwity na świeżo wymytej podłodze. Haru już zaczynał modlitwę przeciw wampirom, kiedy straszy trzepnął go w ucho. Spokojnie sięgnął do torby, wyjął bandaż i podał nadal miotającej się po kuchni kobiecie.

– Dziękuję – rzuciła w drzwiach biegnąc do strumyka.

Chwilę później, już spokojnie, wracała sprawnie opatrując skaleczenie na dłoni. Mężczyźni mieli chwilę by dokładnie jej się przyjrzeć. Na oko w średnim wieku, jednak figurze i gracji ruchów nastolatki. Włosy koloru marchwi spokojnie spływały po ramieniu potokiem warkocza. Prosta, lniana suknia nadawała jej pozory statecznej powagi. W drzwiach uśmiechnęła się łobuzersko oddając staremu inkwizytorowi resztę bandaża i obróciwszy się w teatralnym piruecie ukłoniła się.

– Witajcie w moich skromnych progach szlachetni inkwizytorzy – powiedziała, bez krztyny powagi czy szacunku. Zdrową ręką wskazała ławę pod oknem – Siadajcie, właśnie robiłam obiad.

– Witaj Silvio. Właśnie zauważyłem – odpowiedział kpiarsko inkwizytor sadowiąc się wygodnie pod oknem. Po chwili, jakby z nikąd pojawił się biały kot i zaczął mościć mu się na kolanach. – Mogłabyś trochę uważać jak gotujesz, młody Haru miał cię właśnie potraktować jakimś antywampiryzmem. To nie przystoi, żeby stateczna pani domu witała gości ociekając krwią- Kontynuował tyradę bezwiednie drapiąc kota za uszami. – Swoją drogą, czemu szukałaś bandaża?

– Nie wiem, Ian – kobieta odpowiedziała z pewnym ociąganiem, jakby w zamyśleniu skrobiąc palcem po karku, tuż ponad srebrnym naszyjnikiem .

– Przepraszam, to było wredne – mruknął inkwizytor z prawdziwą skruchą. – Ale! Haru! – krzyknął nagle – siadaj w końcu. Ta miła pani nie zmieni cię w żabę, chyba że dalej będziesz okazywał brak manier i nie przywitasz się odpowiednio, ale wtedy to i ja ci sprawie lanie.

Głos starszego inkwizytora wyrwał chłopaka z osłupienia. Właśnie znajdowali się w domu domniemanej czarownicy, a mistrz spokojnie rozmawiał z nią o obiedzie jakby przyszedł na pogaduszki do matki przełożonej. W dodatku głaskał jej kota!

– Witaj, pani – powiedział niepewnie.

– Silvia. Mów mi Silvia.

– Dobrze proszę pa…Silvio – poddał się Haru .

– Grzeczny chłopiec – gospodyni uśmiechnęła się i w izbie jakby pojaśniało. – A teraz wybaczcie mi, ale jak zaraz nie zajmę się garnkami, to nie zjecie obiadu.

Haru siadł na ławce obok mistrza i ze zdziwieniem parzył jak starszy mężczyzna z błogim uśmiechem obserwuje krzątającą się przy kuchni gospodynię. Tymczasem kot znudzony najwyraźniej monotonnym głaskaniem zaczął wpatrywać się w niego szarymi ślepiami. Chłopak mając jeszcze świeżo w pamięci rozdział o metamorfozach bestii magicznych spiął się czekając, co zrobi zwierzę.

– Lucek, nie strasz gościa –powiedział Ian spokojnie, ale kot i tak oberwał prztyczka w ucho.

– Miauuuu- odpowiedziało obrażone zwierzę i wskoczyło na nagrzany słońcem parapet.

– Lucek to od Lusifera? – spytał niepewnie chłopak.

– Nie, od Lucjana – odpowiedział ze śmiechem inkwizytor. – Zabawne, że za pierwszym razem pomyślałem to samo – dodał jakby do siebie.- Ten kot jest całkowicie nie magiczny, jeśli o tym myślisz. Niesamowicie inteligentny, ale nie magiczny. Co innego Runa, ale ona też nie jest niebezpieczna… No chyba, że będziesz chciał pociągnąć ją za ogon albo głaskać pod włos – dodał po chwili drapiąc się po wierzchu dłoni w jakimś odległym wspomnieniu. Wyjrzał przez okno.- O, tam siedzi – powiedział wskazując na kłębek ognia wylegujący się na wietrzącej się kołdrze. Przez chwilę obaj patrzyli jak ruda kotka przeciąga się leniwie i przenosi się z miejsca gdzie jeszcze przed chwilą było słońce.

– Mistrzu- podjął Haru po chwili milczenia.- Miałeś mnie uczyć jak zwalczać magię, czy…

– Nie. – Przerwał mu stanowczo Ian. – Po pierwsze, to nie powiedziałem ani słowa na temat zwalczania magii, po drugie, nie przybyliśmy tu, żeby zwalczać czarownice – którą zresztą ta pani nie jest, po trzecie…

– Obiad. – weszła mu w słowo Silvia stawiając przed nimi wazę z parującą potrawką i miski.- Ruta, wilcze jagody i żabie móżdżki jak zwykle.

– Świetnie! Umieram z głodu. A masz może chleb do tego? – Ian właśnie napełniał sobie miskę

– Jasne, słońce.

Kiedy zniknęła za sąsiednimi drzwiami inkwizytor spokojnie wziął miskę zzieleniałego na twarzy Haru i nałożył mu solidną porcję.

– Spokojnie, to potrawka z królika – powiedział uśmiechając się jak dzieciak tłumaczący się z głupiego dowcipu. Bez najmniejszego wahania zaczął jeść. – Widzisz? Jadalne. Niedosolone, ale jadalne.

Ostatniej uwagi Silvia nie mogła niedosłyszeć, bo uszu obu jedzących dotarło kilka mało politycznych uwag na temat męskiego smaku i głośne „smacznego”.

– Dzięki – odkrzyknął Ian nakładając sobie kolejną porcję.

——Ciąg dalszy zapewne nastąpi——

Zadziwiające co da się wyciągnąć z jedne sceny ze snu.

Zobacz też...

2 komentarze

  1. Ja Ci tu napiszę komentarze do poprzednich notek, tak na wszelki wypadek, jeśli nie sprawdzasz. :)
    No mroczni to byliśmy, ja nawet nadal jestem, a mam w te wakacje 320h praktyk (sic!) i nie wiem, kiedy zdążę zarobić na to, żeby nie być, W KOŃCU.
    Kaktusy przestawiłam, w sumie kaktusa i sukulenta-nie-będącego-kaktusem, ale jakoś nie widzę, żeby im to pomogło… pewnie znowu je zabiłam. Świetny będzie ze mnie pielęgniarz zieleni, hoho.

    I mało ambitnie Ci napiszę, że „ale zajebiaszcze”! I będzie się to tyczyło zarówno fragmentu opowiadania (?), jak i szablonu. Prześliczny.
    (mózg mi się rozkręca przez tygodniowe nicnierobienie, dzięki któremu muszę teraz zachrzaniać z pracami i nauką z dnia na dzień, a to cholerstwo [nie]jedno)

    HUUUG!

  2. Zieleń jest trudna do utrzymania więc się nie martw, szczególnie ta egzotyczna.
    Cieszę się, że Ci się podoba ;] wygląd darmowiec, a opowiadanie na razie tylko szkic, ale perspektywicznie może w końcu coś z tego wyjdzie. A komentarze sprawdzam ;)

    Mo-TY-wacja! Mo-ty-Wacja! Chcemy moty-wacji! :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *