Rezerwat. szkic 2

Poprzednia część

 

– Nie wydaje ci się, że to trochę dziwne? – zapytała, kiedy chłopak usnął na ławce przed domem?
– Co? to, że magiometr tu wariuje, czy to, że cie odwiedziłem, czy to, że on tu jest – odpowiedział pytaniem nadal bawiąc się świecącym kamieniem.
– To, że ty przyprowadziłeś tu obcego inkwizytora
– On nie jest obcy. To mój syn.

Silva zamarła. Filiżanka wypadła jej z ręki. Dopiero po chwili dotarło do niej, że gorący płyn parzy jej udo. Zerwała się gwałtownie rozdeptując filiżankę, która cudem uniknęła rozbicia o podłogę. Zaklęła.
Ian siedział po drugiej stronie stołu przyglądając się jej badawczo. Gospodyni miotając się po kuchni nie maiła szans zobaczyć, że drga mu kącik ust. Kiedy sięgając po ścierkę dotknęła gorącego pieca już trzęsły mu się ramiona .Nie wytrzymał. Wybuchnął niepowstrzymanym, radosnym śmiechem dziecka, któremu udało się nabrać dorosłego.
– Żartowałem – wysapał, kiedy w końcu był w stanie złapać oddech. – Żartowałem, moja kochana złośnico.
– Cieszę się – powiedziała odwracając się powoli, chociaż jej zaciśnięte pięści mówiły co innego.
Tupnęła. Pod Ianem złamała się ławka. Desperacko łapiąc równowagę potrącił dzbanek wylewając na siebie herbatę. Rzucił się w tył i dopiero ból przypomniał mu, ze siedział pod ścianą.
– Cieszę się…- powtórzyła Silva i bezwładnie padła na podłogę.

*.*

W namiocie panował zaduch. Od wielu godzin stali pochyleni nad mapą szukając wyjścia z pułapki w jakiej się znaleźli. Na zewnątrz trwała pośpieszna ewakuacja. Oddział po oddziale, chorągiew po chorągwi zjednoczone siły Argi i Vargaru uciekały przed siłami wroga. Nie mieli innego wyjścia. Od kiedy cała armia Norgi zniknęła ubiegłej nocy pozostawiając po sobie czarną flagę wojny pozostali dowódcy patrzyli na siebie wilkiem. Dlatego w namiocie byli tylko we czwórkę – reszta miała poznać rozkazy rano.
– Mamy szansę tylko tu – powiedział pukając palcem w mapę stary generał.
– Tak, generale – potwierdził oczywistość adiutant.
Generał Komaden an Argi nie powiedział nic więcej. Wszyscy od dawna patrzyli na zaznaczony na mapie wąwóz. Pytań było wiele – czy zdążą się wycofać, czy dadzą radę zatrzymać wroga, czy przyjdą posiłki. Przynajmniej na ostatnie z nich znali odpowiedź: nie. Byli sami. Stojący po przeciwnej stronie stołu wojownik z twarzą pociętą bliznami zaczął się niecierpliwić.
– Lordzie Generale, pan pojedzie jutro z pierwszymi oddziałami – spojrzał na towarzyszkę. – Ja i najemnicy Shiany zostaniemy z tyłu.
Dziewczyna odwzajemniła spojrzenie, ale nic nie powiedziała.
– Nie. Kobieta nie będzie mnie bronić- zaprotestował an Argi
– Z całym szacunkiem, Lordzie Generale, równie dobrze jak ja wie pan, że w porównaniu z jej zbirami pana ludzie to salonowe pieski.
– Nie ufam im – rzucił twardo patrząc kobiecie w oczy. – Kto mi zagwarantuje, że nie zdradzą?
Ruda kaskada zafalowała, kiedy kobieta pokiwała głową z rezygnacją.
– Nie… – zaczął wojownik, ale on była już po drugiej stronie stołu. Jednym ruchem wciągnęła zza pasa krótki miecz. Zanim Lord Generał zdążył zareagować klęczała przed nim z ostrzem skierowanym w swoje serce.
– Ja, Shiana il Vargar, Pierwsza Do Diamentowego Tronu, przysięgam na honor Lordowi Generałowi Komadenowi an Argi, że nikt z moich podkomendnych, ani żołnierzy Generała Havera sur Vargar nie zdradzi. Jeśli mi nie wierzysz możesz mnie zabić – zakończyła oficjalnie.
– Przecież kobieta nie ma honoru – szepnął niemal niesłyszalnie adiutant.
Nerwowa cisza przedłużała się. Siana podniosła się z gracją chowając miecz. Lord Generał nie wykonał w jej strona najmniejszego gestu.
– Zatem ustalone – odezwał się Haver jakby nie zauważył, że dziedziczka jego władcy właśnie złożyła przysięgę lojalności. – Za pozwoleniem, Lady, Lordzie Generale, pójdę przekazać rozkazy, zaraz będzie świtać.
Ukłonił się ceremonialnie i wyszedł nie czekając na odpowiedź.
– Za pozwoleniem, Lordzie Generale – Shiana dygnęła
– Lady – odpowiedział skłaniając głowę.
Odwracając się dziedziczka Diamentowego Tronu uderzyła adiutanta w twarz aż wpadł na ścianę namiotu. Wyszła.
– Mam nadzieję, że zrewidowałeś swoje poglądy? – warknął Komaden bez krztyny współczucia.

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *