Raz się uda, raz się nie uda…

Odgrażałam się, że będzie foto-przyrodniczo, ale jeszcze nie tym razem

Poprzedni tydzień skończył się pozytywnie. Ba, optymistycznie nawet. Tkało mi się świetnie i nie przeszkadzał mi nawet fakt braku kolorów, bo w całości wyszło to dość miłe dla oka.

Dwie pary owijaczy ( osiem nadal czeka w kolejce) – do wykończenia, pasek międzyczasowy i czapka jeszcze w trakcie powstawania. Z założenia dla mnie, ale to ostatnie może się jeszcze zmienić.

Wczoraj nie było już tak optymistycznie

Postanowiłam zrobić użytek z dodatkowego zestawu dziurek w bardku i nauczyć się techniki Saami, ale w momencie, gdy nitki odmawiają posłuszeństwa nawet świetny filmik instruktażowy Susan Foulkes nie pomoże.

No więc pierwsze podejście, wyszło nienajgorzej ( jakieś 3 cm) , ale przy słabym wątku ciężko coś sensownego zrobić, więc powstało tylko tyle, a że byłam w eksperymentatorskim nastroju zamiast rozbrajać całego boxa spróbowałam zrobić do tego nicielnicę jak do backstrap, bo nici właściwie tyle samo co do zwykłego wzoru wybieranego.

Zapamiętać: do nicielnic używać tylko cienkich i gładkich nici, a nie pierwszego wełniaka jaki się nawinie. 

Jak się zapewne domyślacie eksperyment skończył się równie szybko jak się zaczął (efekt: górny-poziomy skrawek). Ochłonęłam trochę i osnułam jeszcze raz bardko na modłę Saami, ale cierpliwości wystarczyło mi tylko na jeden raport (środkowy poziomy kawałek), bo wątek okazał się z tych bardzo niewspółpracujących.

Resztę paska miałam skończyć w prążki (kawałek w pionie) ale uznałam to za stratę materiału i ostatecznie – po raz kolejny – przesnułam bardko do wybierańca. W serduszka – na poprawę nastroju – bo czemu nie.

Dziś na warsztacie resztki sklepówki w lawendowo-malinowych odcieniach i taki mało różowy wniosek:

 

Życie jest zbyt krótkie, żeby pracować na kiepskiej przędzy.

 

O!

Zobacz też...

6 komentarzy

  1. A ta krajka w kolorystyce cafe latte ma w sobie mnóstwo uroku :) I w ogóle ładne zdjęcie z nią i resztą utkańców i udziergańców.
    Muszę popracować nad zdjęciami moich wyrobów, tylko cholercia takie duże formaty i to jeszcze na nie zawsze współpracującym modelu ciężko czasem ogarnąć tak, jak by się chciało.

    1. Osnułam bardko i zwątpiłam, czy nie za blada, ale skończona nawet mi się podoba.

      W sieci 3/4 sukcesu to dobre zdjęcie. Gorzej, że czasem trzeba bardzo dokumentacyjnie podejść, żeby nie było marudzenia, że na zdjęciu inny kolor był.

      1. No na tym w zasadzie wypromowaliśmy Kram – na dobrych fotach :) (szczególnie że jak zaczynaliśmy, to normą były kiepskie foty z poucinanymi głowami, jakby się ludzie bali twarze pokazać czy coś… :D )
        Acz widzę, jak wiele nie jest tak dobrych, jak bym chciała, bo np. mam tylko jedną szansę na strzelenie fotki, paczka zaraz musi wychodzić, a tu światło nie takie, model marudzi (a marudny to on być potrafi bardzo) i w dodatku tunika w międzyczasie się pogniotła :D
        Wolę fotografować drobne rzeczy, dużo łatwiej.

        1. Ja tam w druga stronę, chciałabym mieć modela i miejsce jak mi się jakieś ciuchy nawiną – tak muszę potem po imprezach łapać ;) Eh te problemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *