Raport z frontu

„My stoimy, rzeka płynie, pies skacze” albo raczej „Ja tkam, śnieg pada, dziecko biega”. A tak nieco poważniej, to już się boje wiosny, kiedy to wszystkim wokół przypomni się, że mają ubytki w odzieży historycznej (…co mi przypomina, że mam uszyć Kasi nowy zestaw, bo od lata urosła dwa rozmiary). Ale ja przecież lubię robić sto rzeczy na raz. Ponoć.

Póki co COŚ udało mi się skończyć:

Zestaw lamówek ( 7 x 3,8m ) z ręcznie przędonej i roslinnie farbowanej wełny wyrusza dziś do Francji. Z całym szacunkiem dla Joanny – welna jest świetna, ale jak moje tabliczki po tym maratonie wyglądaja tak:

to wyobraźcie sobie co się działo z moimi rękoma.

Oczywiście są jeszcze „prace w toku”:

Jeśli dodaś do tego czerwoną tasiemkę z poprzedniego postu to… będzie ciekawie. W najbliższej przyszłości szykuje się jeszcze wyszywanie sztandaru i rekonstrukcja krajki z Wrocławia, a kto wie, może jeszcze jedwabny brokat.

Czas pokaże. Wracam do nici.

Zobacz też...

2 komentarze

  1. Fajne te z naturalnie barwionej wełny :)
    A ja będę miała do Ciebie kwestię krajkową, ale muszę najpierw nieco się z kasą odbić żeby na inwestycje mieć ;) Co prowadzi do stwierdzenia, że jak dla mnie to niech ludzie przypominają sobie o ubytkach strojowych – i najlepiej niech coś u mnie pozamawiają :D

    1. O właśnie – jak z szyciem to do Olof :)
      A my się dodagamy, ale blokuj termin szybko, bo obecnie na kwiecień robię ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *