Przewodnik po miejscach magicznych cz.1

Za szkołą jeszcze kilometr naprzód, potem skręćcie w prawo w piaszczystą drogę. Nie przejmujcie się mgłą – zniknie w odpowiedznim momencie. Tylko nie przestraszcie się, jak zniknie kiedy samochód będzie opierał się zderzakiem o bramę – lepiej nie jechać za szybko, jak to we mgle.

Wokoło roznosił się zapach rozgrzanego metalu i cietego drewna. Krasnolud i Satyr przerzucając się dowcipami pokazywali coraz to nowe elementy mających dupiero powstać wspaniałości. Skrzydło drzwi rzeźbione w ryby, kawał pnia z zaznaczonym nosem, łukiem brwiowym i głęboko osadzonymi, poważnymi oczami, oparcie tronu, wieko skrzyni…wszystko rzeźbione z magiczną precyzją. Na ścianie pomiędzy projektami zawiłych plecionkowych wzorów swoje miejsce miała szabla i tasakbojowy. To nasze piloty do radia stwierdził z rozbrajającym uśmiechem Kobold wskazując stojący na półce pod sufitem stary kaseciak.

Wyszliśmy z pracowni. Krasnolud odsunął zasłaniającą wejście na ganek prababciową makatkę, otworzył właściwe drzwi i wpuścił nas do środka. Tutaj, poza drewnem, czuć było jeszcze farby i impregnaty, a całość doprawiała krojona cebula – stojąca przy kuchni Driada właśnie robiła obiad. Po chwili jej miejsce zajął Krasnolud i nijak nie przejmując się faktem, że rozmawiamy o interesach spokojnie przypalał zupę z soczewicy, za co później zresztą domownicy zmyli mu głowę.  W tym czasie Kobold szkicował, dopytywał, proponował, pokazywał wzory. Kiedy słuchał bawił się splecioną w warkocz sięgający do brzucha brodą.

Trzy godziny minęły jak z bicza strzelił. Gdyby nie rozdzwoniły się nieczułe na magię miejsc komórki pewnie siedzielibyśmy tam do wieczora rozprawiając o rzemiośle, bitwach i kupieckich szlakach, a tak trzeba było wracać…niestety.

A gdzie to było? Rzut kamieniem w równik ponad wieżami dwóch zamków i w prawo kilometr za szkołą we wsi.

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *