Pracowity miesiąc

Działo się. Krajki, pikle, krajki, farbowanie, krajki, dżemy, krajki… wspominałam o krajkach?

Następnym razem jak będę narzekać na posezonowego kaca niech mnie ktoś, proszę, strzeli w kolano. Łowcą przygód i tak nie zostanę, a przynajmniej będe pamiętać.

Wrzesień zaczął się od kończenia. Powstały takie paski:

i taki (w tle coś, co dopiero powstaje, ale nie wiem, czy zdażę na czas)

Potem był czas na słoiki. Wspomniane już pikle z musztardą, gruszki w occie, dżem gruszkowo-arioniowy, nie zapominając o klasycznym soku malinowym. Wyszło mi tego nie wiem ile (rozdysponowywałam na bieżąco), ale 50 słoików conajmniej, a w międzyczasie powstawały takie lamówki

Pozazdrościłam też pięknych fioletów którymi dziewczyny chwalą się od pewnego czasu i ufarbowałam swoje.

Ręcznie przędziona wełenka przyjechała do mnie z Estonii i juz mnie ręce świerzbią, żeby się za nią wziąć, ale najpierw musze skończyc to

Aż wstyd sie przyznać ile to czeka na realizację.
A jak juz jestem przy wyzwaniach to pochwalę się jeszcze jedną krajeczką

To będzie pasek do sztyletu dla elfiej damy. Miał się kojarzyć ze wschodem słońca w zamglonym lesie. Chyba mi się udało, ale muszę przyznać, że nie lubię tego wzoru. Nie wiem tylko, czy przez to ciągłe rozplątywanie marginesów czy kiepskie tabliczki z wizytówek. Tak czy inaczej przez jakiś czas do niego nie wrócę. A jak juz doszłam do wracania … wełna czeka ;)

Zobacz też...

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *