Kolory lata


kolory Czasem, żeby się rozwijać trzeba nauczyć się zwijać. To znaczy prząść. No więc się uczę. To co widzicie powyżej to mój urobek od początku sierpnia. Jakieś 300 g.  Po 8 motkach na wrzecionie postanowiłam zrobić drugie podejście do TEGO antyku. I o dziwo poszło dużo lepiej niż ostatnio.  Kto zgadnie, które dwa motki przędłam na kołowrotku?

Kolory też wyszły mi zaskakująco dobrze… chociaż na odwrót od zamierzeń.

Od lewej: kolor wyjściowy (mieszanka „owca polska” od Aśki Kucharz), liść brzozy, orzech włoski na zimno, wrotycz, orzech włoski i wełna owcy Finnish w naturalnym kolorze.

Poza orzechem na zimno wełna farbowana była po uprzędzeniu i lądowała w garnku sucha, bez wcześniejszego prania i zaprawiania, a tak wyglądały procedury:

DSC_1390

Brzoza – żółty:

  • 5 l wody
  • 94 g wełny
  • 140 g świeżych liści brzozy
  • 10 g ałunu
  • 34 g zardzewiałych gwoździ

Liście gotowały się 1 godzinę z gwoździami ( W oryginalnym przepisie był siarczek siarczan żelaza, ale blogosfera twierdzi, że zardzewiałe żelastwo też przyszarza kolor. Najwyraźniej nie w moim wypadku, albo złomu było za mało). Po godzinie wyciągnęłam zielsko i gwoździe z gara, rozpuściłam ałun i wrzuciłam wełnę. Całość podgrzewała się kolejną godzinę, a następnie stała do wystudzenia.

DSC_6396

Wrotycz ( nie pomylcie z kocanką) – jasna zieleń:

  • 5 l wody
  • 98 g wełny
  • 300 g kwiatostanów
  • 10 g ałunu

Kwiaty wygotowywane były przez godzinę (uwaga, mają mocny zapach), następnie usunięte z wywaru, w którym rozpuściłam ałun. Następnie dodałam wełnę. Całość podgrzewała się kolejną godzinę i pozostała do ostygnięcia kolejnych parę godzin.

DSC_0082

Orzech włoski – brąz:

  • 5 l wody
  • 350 g świeżych liści
  • łupiny z 10 orzechów
  • 100 g wełny

Zupka orzechowa gotowała się przez godzinę. Po usunięciu zielska dodałam wełnę i podgrzewałam pół godziny, kolejne pół godziny studziła się bez podgrzewania. Tak powstał ciemny brąz.

Jasny brąz powstał, przez moczenie wełny ( 50 g ) w wyczerpanej, stygnącej kąpieli przez jakieś 10 godzin.


Teraz została największa wątpliwość – co ładnego z tego zrobić ? :D

 

Zobacz też...

7 komentarzy

  1. Ładne :)
    Ja wrotyczem zazwyczaj na żółto farbuję, bo daje fajne, mocne wybarwienie.
    Że też Ci się chciało to wszystko ważyć :D

    1. Pani Matka posiada świetną wagę, więc głupio by nie skorzystać. Też chciałam uzyskać żółty z wrotyczu i zielony z brzozy, ale nie wiedzieć czemu wyszło na odwrót.

      1. A w jakim garnku farbowałaś? Może to w tym rzecz? Jak w glinie albo emalii farbowałam kwiatkami wrotyczu, wychodził żółty, jak w żelaznym garnku albo dodając siarczanu – zielony.

        Z gwoździ to tak sobie się faktycznie „zażelazia”, jednak najlepszy jest odpowiedni garnek – albo dodatek do garnka „neutralnego”.

          1. Albo mocno zażelazionej, myślę, że to też by mogło mieć wpływ.

  2. Tak się czepię od strony chemicznej (wybacz, proszę, zboczenie zawodowe) :). Czy na pewno w przepisie był siarczek żelaza, a nie siarczan? To dość spora różnica, choćby z tego względu, że ten drugi się rozpuszcza w wodzie, a ten pierwszy prawie wcale. Związki żelaza na zardzewiałych gwoździach też się słabo rozpuszczają, i tu może kryć się przyczyna Twojego niepowodzenia w „przyszarzaniu”. Pomóc powinno zrobienie octowej „nalewki na gwoździach”- octan żelaza dobrze się rozpuszcza i powinien zadziałać. Powodzenia w barwieniu :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *