Kill them all

To będzie recenzja. Zgryżliwa. Jak ktoś ma hopsia na punkcie twórczości Ćwieka niech dalej nie czyta.

 

Przeczytałam ostatnią stronę, odłożyłam książkę, odczekałam chwilę i jedyne co przyszło mi na myśl to „Ale z dupy zakończenie”. Literalnie, a rzadko klnę na literaturę. Spokojnie, spoilerów postaram się uniknąć.

„Kłamca” Jakuba Ćwieka wydawał mi się dobrą książką. Pierwsze trzy tomy czytałam w miarę jak pojawiały się na półkach, a pojawiały się dość płynnie – przynajmniej w mojej księgarni. Akurat byłam w ciągu na angel fantasy i opcja urozmaicenia tego nordyckim panteonem wydała mi się kusząca. Było fajnie. Na czwartą, ostatnią część musiałam jednak sporo poczekać, więc skoro już miałam wszystkie tomy w garści i czas na czytanie postanowiłam przeczytać wszystko od początku.

Pierwsze dwa tomy pochłonęłam jednego dnia – prawie, bo chodzenie spać przed trzecią, kiedy dziecko może obudzić o piątej, jest ryzykowne – nie narzekam, trzeci też poszedł gładko. Czytało się miło, chociaż nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to kompilacja „Siewcy Wiatru” Kossakowskiej i „Amerykańskich bogów” Gaimana z małą domieszką Bleach`a. Samodzielne anioły? Są. Bóg sobie poszedł? Poszedł. Bogowie alternatywni zależą od wiary wyznawców? Oczywiście. Główny bohater jest cynglem i ma pluszowego misia, archanioł ma podopieczną, Abadonna Niszczyciel Światów nazywa się Frey. Nawet Wielki Czarnuch to ten sam bóg. No dobrze, jest różnica – chłopcem jest Lucyfer, a nie Samael.

Czwarty tom… jest inny. O ile wcześniejsze tomy wymagały odrobinkę kojarzenia klasyki literatury, to tu wymaga się znania przynajmniej z twarzy połowy Hollywood i Steve`a od jabłuszka (pomijam bijącą po oczach reklamę). Na mienione w tekście imdb i tak musiałam zajrzeć,  żeby wiedzieć jak wygląda Metatron, bo – jak mnie ładnie kolega podsumował – mam luki w ignorancji kinematograficznej. Na marginesie – nazwiska bohaterów są straszne. Pomijam postacie trzecioplanowe, od których skrzypią uszy, ale czemu Lokiego pokarało tandetnym LokstaremVal Hallenem czy równie oczywistym Liesmith`em? Gorzej chyba trafili tylko B.A. Chus i E. Ros. Ach nie, jest przecież jeszcze Negerblack…

Ze świata zniknęła cała mistyka – pozostali tylko ci brzydcy, ci źli i mięso  – i to jeszcze zanim zagrzmiały trąby. Kilka intrygujących zajawek z wcześniejszych części zarzucono na rzecz teenslasha polskich fanów fantastyki, natężenie niedorzeczności niemal dogoniło scenariusz Saints Row: the third (jeśli ktoś nie grał rzetelna recenzja TU). I nie ważne że na Apokalipsę ściągnięto miliardy potępionych, archanioła jest w stanie zabić kula ze zwykłego gnata o uroczej nazwie Jericho (znajome?), a faerie słowa „nie wierze w faerie”. Dla każdego coś niemiłego. W końcu tytuł zobowiązuje.

Nie przeczę niektóre fragmenty sprawiały że zwijałam się ze śmiechu, ale to chlubne wyjątki. Ciągnięta przez dobre 600 stron historia Lokiego… już nią nie jest, a  kiedy na scenie pojawił się Merlin przypomniałam sobie dlaczego przestałam czytać Sapkowskiego.

Samo zakończenie to moim zdaniem dno dna i dwa metry mułu. W Hamlecie coś takiego przynajmniej miało jakieś uzasadnienie ale nie tu. To tak jakby zapisać cały zeszyt ołówkiem tylko po to, żeby go całkiem wymazać. Bo to nawet nie jest „wymyśl sobie co się stało później”. Nie ma „później”.

Może przywiązałam się do Lokiego, może lubię happyendy, może dogmatycznie mi nie pasuje… tak się po prostu nie robi. Już chyba wolałam historię urwaną w pół akcji.

P.S. Na półce zobaczyłam ostatnio „Chłopców”. Biorąc pod uwagę co on zrobił z Walhallą strach się bać o Nibylandię.

 

 

Zobacz też...

4 komentarze

  1. Ostatnią część „Kłamcy” mam od dłuższego czasu w domu – ale jakoś się nie mogę przełamać żeby po nią sięgnąć. Może to i lepiej, jeszcze sobie zepsuję dobre wrażenie po poprzednich tomach…

    1. Zdecydowanie jest najsłabsza, pisana chyba z musu zakończenia historii. Jak masz kupione i chcesz się po prostu dowiedzieć jak się skończyło – przeczytaj. Cudów nie ma, ale kilka zabawnych momentów ratuje to przed oceną 1/10

  2. Czytałam dwa pierwsze tomy „Kłamcy” i szczerze mówiąc mi się nie podobały. Coś mi zgrzytało w tym świecie, nie porwał mnie więc nawet nie chciałam czytać reszty. Chociaż po przeczytaniu „Siewcy Wiatru” i „Zbieracza Burz” warto by było jeszcze raz się przekonać?

    1. Jak Ci bardzo zależy to mogę pożyczyć dwa ostatnie tomy, ale po Siewcy Wiatru to będzie jak takie piwo po miodzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *