Kaftany

Na początku sezonu miałam niezły zgryz. Musiałam uszyć trzy kaftany – każdy w jakiś sposób inny.

Pierwszy miał robić za wdzianko ciężkiego kalibru i trzeba przyznać, że było z nim ciężko. Z powodu niedoboru materiału na wypełnienie musiałam improwizować z krojem, do tego szycie przez  – miejscami – cztery warstwy koca, ale udało się. Vlad zadowolony, bo nie dość, że może w tym walczyć to jeszcze z łuku strzelać…  musimy jeszcze tylko uzupełnić guzy.

DSC_7015 DSC_7090Z kolejnym kaftanem było niemniej zabawy, bo od stwierdzenia „Kochanie, nie mam co na siebie włożyć” do stanu – „jeszcze tylko obrobić ściegi i wszyć guziki” zdążyłam w cztery dni. A że małżonek mój „szlafroka” nie chciał to miałam zabawę z dopasowywaniem do jego wyrazistej figury. Grunt, że wyszło akceptowalnie.

DSC_5154

Po takich bojach ostatni kaftan to była już czysta przyjemność.

DSC_4812

Później dorobiłam pod szyją zapięcie na guza, ozdobiłam krajeczką łączenia na rękawach i mam nadzieję, w przyszłym roku będzie się jeszcze nadawał :)

Wykroje były wzorowane na kaftanie z Hedeby i Moschevaja Balka (niestety nie dokopałam się do autora tego rysunku).

 

 

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *