Gwiazd misię-chce, czyli przepis na pierniczki.

Dziś nie tylko ja mam Dzień Pieczenie Pierników, więc dla tych, którzy jeszcze chcą zdążyć – przepis.

Pierniki to już u mnie tradycja. Muszą być słodkie i w dużej ilości, bo inaczej skończą sie zanim zaczną się Święta. Raz zaliczyłam taką wpadkę więc teraz robię 5 kg ciasta i piekę przez kilka dni. Ostatnio ma nawet pomoc ;)

Sam przepis jest prosty, ale wymaga ciut wprawy – mi osobiscie nigdy nie udało opanować umiejętności zalewania wodą roztopionego cukru… ale po kolei.

Składniki:

  • 1 kg mąki pszennej
  • 400 g miodu
  • 400 g cukru
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 20 g przyprawy do piernika
  • 15 g  proszku do pieczenia

(przepis pochodzi z książki M. Łebkowski „Kuchnia polska. Dania na każda okazję” )

Wykonanie:

2 łyżki stołowe cukru roztopić na patelni. Jak zbrązowieje ostrożnie zalać 2 łyżkami wody ( uwaga: pryska, szybko krzepnie i przykleja się do wszystkiego – jak ktoś wie jak to obejść będę wdzięczna ;P ). Dodać cały miód i resztę cukru. Zagotować, dodać przyprawe do piernika.  Uważajcie, żeby nie kupić przypadkiem fixu do piernika – zawiera już proszek do pieczenia i jeśli dodacie to do miodu będziecie zbierać lepką breję z całej kuchni ( gwałtownie kipi – niestety sprzwdziłam doświadczalnie). Dobrze wymieszać, odstawić dowystygnięcia do temperatury  pokojowej.

Mąkę wymieszać z proszkiem do piecznia, dodać masło ( można pokroić je na małe kawalki ), jajka i ostudzony miód. Zamieszać i dobrze wygnieść, na jednolita masę.  Przykryć ściereczką, odstawić na kilka dni do sfermentowania. mala uwaga – ciasto w trakcie dojrzewania traci sporo wilgoci – w ubiegłym roku wyjściowe ciasto było zbite i po tygodniu leązkowania ciężko było je rozwałkować. W tym roku miało konsystencję ciasta drożdzowego ( okropnie kleiło się do rąk – dałam za dużo miodu) ale po tygodniu jest miękkie i nie klei się – nie musze nawet podsypywac mąką stolnicy.

Po leżakowaniu ciasto podzielić na porcje, rozwałkować na grubość około 0,5 cm, wykroić ulubione kształty ( w tym roku głównie gwiady i misie  :)  ). Piec w rozgrzanym piekarniku (180°  lub 170° z termoobiegiem ) przez około 10 minut.  Gotowe pierniczki po ostygnięciu zamknąć w szczelnym słoju i odstawić na kolejny 1-2 tygodni. Mój M. twierdzi, że jak robie pierniki koło Mikołajek, to najlepsze sa na Trzech Króli, ale to chyba dlatego, że to jedyne słodycze jakie zostaja po świętach ;)

 

 

Nawiasem mowiąc grudzien to wyjątkowo nierekonstrukcyjny miesiąc, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi spam rękodziełem ;)

Zobacz też...

2 komentarze

  1. Do takich „ażurowych” u mnie się zazwyczaj sypie pokruszone szkloki i wychodzą witrażyki :)
    Moja siostra od lat robi piernikową imprezę – schodzą się do niej znajomi i wycinają, ozdabiają oraz podjadają. Podobną tradycję ma mama, ona co roku piernikuje z ciocią i jej córą (oraz ze swoimi oczywiście ;) W tym roku postanowiłam się przyłączyć, i z koleżankami też będziemy piernikować, ale tydzień wcześniej (jedna z koleżanek jest zasadnicza i nie lubi twardych pierników, więc muszą być zrobione z odpowiednim wyprzedzeniem – nam to nigdy nie przeszkadzało, bo i tak nie miały szansy dotrwać do fazy zmięknięcia…:D )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *