Czarna strzała

Przez moment była tylko lodowata ciemność i cisza, ale już po chwili nad wymrożonym ugorem pojawiły się gwiazdy zimowego nieba. I cienie. Zbliżali się bez pośpiechu okrążając tych, którzy w zwierzęcym przerażeniu zbili się w ciasną gromadę. Zlodowaciałe porosty trzeszczały pod nogami, groty i cięciwy świeciły w bladym blasku gwiazd. Byli różni. Dzieci, starcy, kobiety i mężczyźni, jedyne, co mieli wspólnego to puste oczy i łuki w dłoniach, tak jak ci drudzy wspólny mieli strach.
Dwa cienie ruszyły pierwsze: mężczyzna, który, gdyby nie oczy, zawstydzałby antyczne posągi i ułomne dziecko. Stanęli przed istotą, która niewiedzieć czemu nie kuliła się razem ze stadem. Klęczała, jak nakazywały okoliczności, ale tak, że w każdej chwili mogła zerwać się do biegu. Dziecko machnęło obsydianową strzałą i zacięło istotę w twarz. Nie bolało, było zbyt zimno, by czuć. Jęknął naciągany łuk, a istota w długiej chwili ciszy szacowała gdzie i jak daleko upadnie naznaczona strzała. Plusk. Do bolesnej ciszy dołączył szum rzeki.
– Masz szczęście, dzieciak jest niedoświadczony – powiedział mężczyzna, ale istota nie słuchała, już biegła w kierunku rzeki dobrze znając reguły polowania. Zdobycie strzały lub ucieczka z terenu polowania. Albo śmierć.
Trzy kroki brzegiem. Po drodze jest most i sieci. Skacząc do wody pomyślała, że nie pozwoli sobie utonąć, a potem pochłonęła ją ciemność rzeki.

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *