Bez tytułu


– To jak cię zwą?
– Żo-żo – odpowiedział tamten wyraźnie uciekając wzrokiem.
– Język można sobie połamać – warknął Luc. – A tak naprawdę?
– Jean Jackques Gerard du Sait Germain.
Frank parsknął śmiechem, czym tylko nieznacznie zagłuszył uwagę Luca o skłonnościach kobiet do legii cudzoziemskiej
– Słuchaj… skoro już się tak uparłeś na to.. „ż” – skrzywił się wyraźnie wymawiając obcą głoskę” – mogę ci mówić John?

Urywek niepowiązany. Tak mnie wczoraj naszło.

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *