Bajka o słoneczku

Słońce przewrócił się z boku na bok. Supernowa wybuchła dziś wyjątkowo głośno… i jakoś tak za wcześnie. No tak – pomyślał wstając – w końcu wiosna idzie. Następnie dodał kilka niecenzuralnych słów kiedy zahaczył głową o poranna mgłę.

Coś mu mówiło, że nie powinien był wczoraj tyle pić z Gwiazdą Polarną, na pewno cos dolał do Mlecznej. Niemrawo przyczesał promienie i wyjrzał za horyzont. Faktycznie szła wiosna. A raczej irytująco przemieszczała się zabłoconą drogą hopką-poleczką omijając kałuże. Budziła kwiatki i inne zielsko uśmiechając się z rozbrajająco.

Słońce zerknął na rozpływające się po niebycie resztki gwiazdy i wzruszywszy bezradnie aurą i zbierając rozrzedzony nieco majestat wychynął statecznie zza horyzontu. To znaczy spróbował.

W tym momencie świat zatrzymał się na chwilę jak Hollywoodzkiej superprodukcji, żeby zrobić filmową panoramę dla oglądu planu, a wyglądało to tak: Wiosna radośnie bujała się na strzępkach unoszącej się mgły, baranki pasły się spokojnie na nieboskłonie, a Słońce zbliżał się do Krawędzi Świata. I wtedy Słońce się potknął.

Jedyna trzeźwa już myśl wydarła się głośnym wołaniem o pomoc. Baranki niebieskie zbiegły się prędko zbijając w wielka chmurę i Słońce wymachując bezładnie promieniami upadł na nie jak na poduszkę bezpieczeństwa. Ale jak tąpnęło! Baranki przywalone gorącym bagażem zaczęły pocić się na potęgę. Strugi deszczu przycisnęły mgłę bliżej ziemi. Bujająca się na niej Wiosna zaryła piętami w błoto i wpadła w kałużę lotem ślizgowym niszcząc swoją nową sukienkę i tarmosząc świeżo obudzone kwiaty.

Burcząc pod nosem słowa, o które nikt by nie posądzał dobrze wychowanej panienki , wyczarowała plaster, opatrzyła sobie zdarte kolana i zajęła się kwiatami nie zważając na przeprosiny mamrotane przez Słońce, który w końcu zdołał się pozbierać. Wstydź się! – zawołała. Słońce, nadal dość gwałtownie reagował na wysokie dźwięki, stwierdził, że to niezły pomysł, po czy wymamrotawszy kolejny raz „przepraszam”. Schował się za najwyższymi chmurami i tak już został.

I dlatego dziś pogoda jest taka a nie inna.

A morał?

Nie zalewaj się w trupa jak następnego dnia idziesz do pracy.

marzec 2008

Zobacz też...

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *