Bajka o bestii

Dalej niż nigdzie dawniej niż nigdy był sobie las. Wielki spokojny las w którym zwierzęta mieszkały w zgodzie zgodnie z rolą w łańcuchu pokarmowym. Czasami zaginął zajączek, czasami wilk nabił się na jelenie rogi… zwykłe życie toczyło się swoim leniwym torem. Do czasu aż w lesie pojawiła się bestia.

Wiadomość i niej rozeszła się po lesie szybciej niż ogień w lipcowe południe.
…Bestia… szeptały jeże
…bestia…. szumiały liście
…BESTIA!… na cały głos wyła wilczyca, która właśnie straciła wszystkie dzieci

A bestia była straszna. Miała niedźwiedzie łapy i jelenie rogi, ogon węża i wilczy pysk. Oczy jak słońca, kości z kamienia. Nie bała się niczego. Przetaczała się jak góra łamiąc drzewa, zabijając zwierzęta, tamując potoki i żadne zwierze nie było w stanie jej zatrzymać.

Przerażenie zadomowiło się w lesie jak jesienna mgła. Wdzierało się w najmniejsze norki i najbardziej niedostępne leża, a tam gdzie się wdarło zostawiało przenikliwy chłód nienawiści. I znów po lesie rozeszło się hasło.

…zabić!… warczała wilczyca tropiąc bestię
…zabić!… mruczały krety kopiąc doły
…zabić… szumiały drzewa zwalane w poprzek drogi

I bestia wpadła w pułapkę.

Kiedy przestała się ruszać na dnie dołu przywalona przez drzewa, zagryziona przez wilki, pokiereszowana przez niedźwiedzie wąż spełzł na dno i spomiędzy żelaznych prętów, i pozszywanych zwierzęcych skór wyciągnął małą szarą mysz, która wolała nienawiść niż bycie niezauważoną.

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *